Article artykuły

 
Zobacz też
Sea Nature Lake Hills Min

Potencjał turystyczny międzynarodowych dróg wodnych w Polsce

Opublikowano: 2015-03-21
Autor: Redakcja
Europejskie szlaki wodne na zachód od Odry tętnią życiem, po polskich pływają tylko odważni. Nasze rzeki ciągle czekają na odkrycie...


Na terenie Polski znajdują się trzy drogi wodne o znaczeniu międzynarodowym:

  • E30 – łączy Morze Bałtyckie z Dunajem, przebiega wodami Odry od Świnoujścia poprzez Wrocław do granicy z Czechami i dalej aż do Bratysławy
  • E40 - łączy Morze Bałtyckie z Morzem Czarnym, przebiega wodami Wisły z Gdańska przez Warszawę, następnie Narwią i Bugiem do Brześcia, gdzie łączy się z drogą wodną prowadzącą przez Polesie do Dniepru
  • E70 - stanowi europejski szlak komunikacyjny wschód-zachód łączący wybrzeże Atlantyku z wybrzeżem Bałtyku, prowadzi przez Holandię, Niemcy, Polskę, Rosję do Litwy. Na terenie Polski biegnie wodami Odry, Noteci, Kanału Bydgoskiego, Wisły, Nogatu i Zalewu Wiślanego.


Pływanie po polskich rzekach i kanałach dostarcza niezapomnianych przeżyć związanych z bliskim obcowaniem z naturą oraz niezwykłą architekturą przybrzeżnych miasteczek. Z drugiej jednak strony niedostateczna infrastruktura turystyczna – niewielka ilość marin z prawdziwego zdarzenia, utrudniony dostęp do gastronomii czy prozaiczny brak toalet sprawia, że ten rodzaj aktywności turystycznej jest ciągle mało popularny. Nieuregulowana, szeroka i płytka w okresie letnim Wisła wymaga od sternika nie lada umiejętności.

Wędrujące mielizny i łachy stanowią wyzwanie dla jednostek silnikowych o większym zanurzeniu. Noteć i Kanał Bydgoski na kilkanaście kilometrów od skrzyżowania dwóch międzynarodowych dróg wodnych to z kolei zielony dywan roślinności i rzęsy wodnej niemal od brzegu do brzegu. Na samej Noteci znajdują się 22 śluzy a pokonanie ich wiąże się z wydatkiem uszczuplającym kieszeń o trzycyfrową kwotę. W Niemczech i Czechach śluzowanie jest darmowe.

Niemieckie rzeki i kanały to inny świat – uregulowane, oczyszczone, co kilkanaście kilometrów pomost, kawiarenka, boisko do siatkówki wodnej. Nic więc dziwnego, że pełno tu barek, łodzi i kajaków. W ostatnich latach również w Polsce wiele się zmienia w tej kwestii w świadomości decydentów i ludności lokalnej, która docenia korzyści płynące ze świadczenia usług dla wodniaków. Zmiany te niosą za sobą konkretne działania. Miliardy zainwestowane w rewitalizację Żuław Wiślanych, budowa marin, przystani, slipów wraz z infrastrukturą towarzyszącą wzdłuż głównych szlaków wodnych czy w końcu stworzenie pierwszego opartego o nowoczesne technologie nawigatora dla wodniaków – aplikacji mobilnej Wielka Pętla Wielkopolski to główne z nich. Mimo tych działań polskie rzeki dzieli od ich zachodnich i południowych sąsiadek przepaść. Tylu marin, pomostów i nadrzecznych kawiarenek prawdopodobnie nie będziemy mieć nigdy. Być może też nigdy po naszych rzekach nie będzie pływało tyle łodzi i barek.

- „Potencjał turystyczny rzek i kanałów w Polsce jest ciągle niedoceniony. W porównaniu z zachodnimi sąsiadami można nie ryzykując stwierdzić, że ciągle jesteśmy białą plamą na mapie zagospodarowanych turystycznie śródlądowych dróg wodnych Europy. A szkoda, bo potencjał mamy ogromny" - zauważa dr Katarzyna Kubiak-Wójcicka hydrolog z Katedry Hydrologii i Gospodarki Wodnej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Ale ma to też dobre strony – polskie rzeki to raj dla miłośników spokoju i ciszy, spragnionych kontaktu z naturą i odcięcia od cywilizacji.